I PARAFIALNY RAJD ROWEROWY - WRZOSY

Pielgrzymka do miejsca upamiętniającego obecność kardynała Karola Wojtyły na spływie rzeką Rurzycą w 1978 r.

Złotów – 8 sierpnia '2008, godzina 8:00. Sześciu reprezentantów parafii gotowych do wyjazdu. Przewodnikem był ksiądz Grzegorz Kortas - doświadczony rowerzysta i turysta, miłośnik tej formy spędzania czasu. Na wyjazd zdecydowali się: Małgorzata Sieja, Aleksandra i Adam Rzemykowscy, Stefan Dropiewski i Włodzimierz Stankiewicz. Reprezetacja skromna, ale zróżnicowana. Trasa obliczona na ok. 70 km - planowany czas przejazdu na 8 godzin. Przejazd grupy zaczął się trasą przez Zalesie (drogą w remoncie), Węgierce i Tarnówkę. Prognozy pogody mogły odstraszać, ale jak mówią turyści - pogoda jest zła, kiedy siedzi się w domu. W czasie przejazdu rajdowcy doświadczali jej kaprysów. Na początek dokuczał wiatr w twarz, potem zaczęła się typowa „górska siąpawica”, która bardziej przeszkadzała niż moczyła. Na trasie zatrzymaliśmy się w Zalesiu, żeby zobaczyć wnętrze kościoła NSPJ i pomodlić się o beatyfikację Ojca Świętego. Rowerzystom pierwszej gościny użyczyła Tarnówka, gdzie w centrum wsi pod wiatą, przy pobliskim kościele jedliśmy posiłek. Od tego miejsca trasa wiodła przez las. Leśne drogi zachęcały do rozmów i umilały jazdę. Rozmowy często przerywane szczękaniem zębów, bo trasa pokarbowana przypominała dawną tarkę do prania. Przejazd przez most
w Płytnicy (na Gwdzie) oraz krótki odcinek ruchliwą szosą i już byliśmy na leśnej „autostradzie” (droga utwardzona drobnym tłuczniem), wiodącej prosto do skrzyżowania na Wrzosach, skąd już tylko „rzut kamieniem” do celu naszej wyprawy. Ponieważ padało i trzeba było uzupełnić „paliwo” zjechaliśmy do przystani wodnej. Posiłek, ciepła herbata, a potem krótki spacer nad jezioro i byliśmy gotowi do pokonania ostatniego odcinka. W uznaniu zasług pielgrzymów przestało padać. Miejsce biwakowania spływowicza kardynała Karola Wojtyły upamiętnione jest kamiennym kregiem oraz trzema krzyżami. Najbardziej okazały, to rzeźba
z motywem wioseł. Czystość wody i cisza lasu, jak za czasów Jego obecności. Warto tego doświadczyć. Krótka modlitwa i odśpiewana "Barka" to nasze zwieńczenie wyprawy. Potem już tylko powrót. Żeby nie było za łatwo - dość piaszczystą drogą przez Smolary na Ptuszę - rozjeżdżoną przez potężny samochód wyworzący drewno
z lasu. Przedsmak piękna widzianego na rzece w czasie spływu pokazała nam rzeka Płytnica, którą podziwialiśmy z mostu. Zmęczenie zaczęło dawać się we znaki. Przed sklepem w Tarnówce kolejny postój. Ostatni odcinek do tablicy z napisem Złotów na trasie z Zalesia - licznik rowerowy pokazał 66 km, była godzina 15.50. Wszyscy wrócili zdrowi i z planami na kolejne wyjazdy. Dziękujemy pomysłodawcy.

Aleksandra i Adam Rzemykowscy